http://facebook.com/CampRestCom
Be-on-the-road

Darmowa nawigacja w telefonie - czy warto skorzystać?

Czy darmowa nawigacja w telefonie może z powodzeniem zastąpić profesjonalne urządzenie z odpłatnie aktualizowanymi mapami? Sprawdziliśmy i już wiemy, że tak. Trzeba jednak mieć świadomość, że od czasu do czasu mogą wystąpić pewne problemy…

Chcesz zastąpić standardową nawigację na smartfona wyposażonego w system Android? Ja właśnie tak zrobiłem!

Korzystałem już z wielu nawigacji, a przez ostatnie 2-3 lata z powodzeniem używałem AutoMapy. Miałem ją jednak zainstalowaną na bardzo powolnym urządzeniu (na uruchomienie systemu musiałem czekać kilka minut), a poza tym drażniła mnie konieczność okresowego płacenia za kolejne aktualizacje. Poza tym wyjeżdżając na kilka dni do Niemiec, nie miałem ochoty kupować mapy całej Europy.

Zanim więc dokonałem kolejnego przelewu, postanowiłem sprawdzić, jak w roli nawigacji sprawdzi się telefon „uzbrojony” w darmowe mapy.  Ale zaraz, zaraz… Nie wystarczy ściągnąć nawigację ze sklepu Google Play i ruszyć w podróż. Wcześniej trzeba jeszcze zadbać o odpowiednie warunki.

Przygotuj się do podróży

Po pierwsze – samochód musi posiadać wyjście USB, w dodatku umieszczone w tak dobrym miejscu, by kabel od telefonu do niego dosięgnął. To ważne, ponieważ wielogodzinna podróż z włączonym telefonem, nawet jeśli ekran będziesz co pewien czas wygaszał, skutecznie wyczerpie baterię każdego aparatu. Jeśli Twój samochód nie ma takiego udogodnienia, możesz kupić odpowiedni adapter USB podłączany do gniazda zapaliczki (12V).

Po drugie – potrzebny jest Ci uchwyt pasujący do telefonu. Ja zdecydowałem się na niedrogi, uniwersalny model z Allegro, który swymi ramionami obejmuje telefon o dowolnych rozmiarach (niczym klips). Podczas wakacyjnego wyjazdu uchwyt sprawdził się bardzo dobrze. Telefon trzymał się dość stabilnie, a sam uchwyt na przyssawkę ani razu nie odpadł od szyby.

Po trzecie – telefon powinien mieć dużą przekątną ekranu, tak aby mapy były czytelne, a dotykowe korzystanie z nawigacji – wygodne. W przypadku 5-calowego ekranu nie zauważyłem żadnych problemów. Myślę, że ekran 4-calowy także mógłby okazać się wystarczający.

Sygic i Be-on-the-road

Po spełnieniu tych warunków możemy zorientować się w dostępnych aplikacjach. Niektóre z nich są płatne, inne dostępne za darmo, ale za dopłatą można rozbudować je o dodatkowe opcje.

Mnie interesował wariant najbardziej ekonomiczny. Poszukiwałem takiej nawigacji, którą będzie darmowa i nie będzie wymagała łączenia się z internetem podczas podróży. Taka decyzja miała jedną zasadniczą konsekwencję – nie ma możliwości, abyśmy korzystając z systemu w trybie offline, a więc używając wyłącznie modułu GPS, mogli uzyskiwać informacje na temat bieżącego natężenia ruchu.

Ostatecznie zainstalowałem w swoim smartfonie dwa systemy. Pierwszy, którego interfejs od razu mi się spodobał, nosi nazwę Be-on-the-road. Drugi, który miał posłużyć jako rozwiązanie awaryjne na wypadek problemów z pierwszą nawigacją, to Sygic. Takie rozwiązanie miało sens o tyle, że pierwszy system opiera się na mapach rozwijanych społecznie przez internautów, podczas gdy drugi korzysta częściowo ze wsparcia firmy TomTom. Gdyby więc na danej trasie wystąpiły problemy z mapami w jednym programie, ratunkiem powinny okazać się te w drugim. W praktyce jednak mapy obydwu systemów okazały się właściwie identyczne.

Sygic – dobra na spacer

W rzeczywistości, podczas wakacyjnego wyjazdu niewiele korzystałem z map Sygic. Choć zawsze, gdy ich używałem, poprawnie wyznaczały trasę i dobrze prowadziły do celu, zniechęcał mnie ich nieco archaiczny wygląd (dla mnie te mapy były zbyt kolorowe).  

Były też inne powody. Po pierwsze - nawigacja Sygic nieustannie przypominała mi o tym, że posiadam wersję bezpłatną (pojawiał się komunikat na ekranie). Po drugie – w wersji bezpłatnej nie ma asystenta pasu ruchu ani dodatkowego widoku skrzyżowań, w związku z czym może się zdarzyć, że gdy dojedziemy do wskazanego miejsca, zbyt późno zorientujemy się, że powinniśmy już być na innym pasie. W wersji darmowej nie ma też nawigacji głosowej, a po wygaszeniu ekranu, ponowne jego uruchomienie za każdym razem wymaga odblokowania ekranu blokady. 

Nawigacja ta sprawdziła się jednak bardzo dobrze podczas… spacerów. Jako pomoc dla turysty przemieszczającego się po obcym mieście okazała się niezwykle skuteczna i pokazywała drogę zarówno w linii prostej (można dzięki temu poszukać skrótów), jak i głównymi drogami.

Be-on-the-road z drobnymi problemami

W przypadku Be-on-the-road było odwrotnie. Nie wiedzieć czemu, nawigacja najczęściej zacinała się podczas spacerów, za to w trasie – poza kilkoma sytuacjami, spisała się doskonale.

Czytelny interfejs pozwalał korzystać z systemu z przyjemnością. Na ekranie widzimy nie tylko mapę, ale także odległość do najbliższego skrzyżowania oraz kierunek skrętu, a także ograniczenia prędkości na drodze, którą jedziemy oraz naszą aktualność prędkość (warto wiedzieć, że ta ustalana za pomocą GPS jest zazwyczaj bardziej poprawna niż wskazania prędkościomierza samochodu).

Do plusów zaliczyć należy fakt, że ekran możemy w każdej chwili wygasić i w takim trybie nadal  będą działały komunikaty głosowe. Po ponownym uruchomieniu ekranu, od razu pojawia się widok mapy, nie trzeba więc (jak w Sygic), „zdejmować” blokady.

Zainstalowane mapy w większości okazały się aktualne i dobrze prowadziły do celu, choć nie dotyczyło to niestety dróg oddanych do użytku w ciągu ostatniego roku. Niestety, jeśli jakaś droga została przebudowana lub chwilowo wyłączona z ruchu, zdarzały się problemy. Wówczas Be-on-the-road potrafił z uporem maniaka zmuszać do powrotu na nieaktualną trasę i czasem nawet wybranie opcji objazdu nie powodowało żadnej zmiany.

Zdarzyło się również, że nawigacja zawiesiła się w kluczowym momencie, przed bardzo ważnym dla mnie skrzyżowaniem, od którego zależał dalszy przebieg trasy. Po ponownym uruchomieniu nawigacja wróciła do automatycznych parametrów, nie biorąc pod uwagę moich wcześniejszych ustawień. W efekcie musiałem kontynuować podróż inną trasą, niż planowałem, co – przyznaję – mocno mnie zirytowało.

Inny problem polegał na tym, że komunikaty głosowe często nakazywały „lekko skręcić” w prawo lub w lewo, podczas gdy dany manewr dotyczył zakrętu ustawionego pod kątem ok. 90 stopni. Trzeba również przyzwyczaić się, że droga ekspresowa jest nazywana przez system „autostradą” (wyświetlenia dotyczące ograniczeń prędkości pokazywane były jednak poprawnie).  

Mimo wszystko…

Po tygodniowym używaniu nawigacji po kilka godzin każdego dnia, po przejechaniu dwóch tysięcy kilometrów w Polsce i w Niemczech, muszę jednak przyznać, że pojawiające się problemy mogę zaliczyć do sytuacji wyjątkowych. Generalnie darmowe aplikacje działały bardzo płynnie i sprawnie, a same mapy, choć nie zawsze najnowsze, miały przynajmniej tę zaletę, że nie trzeba płacić za ich aktualizacje.

Dla mnie, jako dla osoby, która ma słabą orientacją w terenie, ważne było również coś jeszcze. Korzystając z AutoMapy czasem zdarzało mi się „przegapić” skręt zalecany przez nawigację lub skręcić za wcześnie. Gdy jednak korzystałem z Sygic oraz Be-on-the-road, nic podobnego nie przytrafiło mi się ani razu. Nie wiem, czy wynikało to stąd, że korzystając z map bezpłatnych, miałem do nich mniejsze zaufanie i przez to pilniej kontrolowałem sytuację, czy może jednak wspomniane aplikacje po prostu lepiej współpracują z kierowcą.

Wiem natomiast jedno: na razie nie zamierzam wracać do nawigacji „tradycyjnej”.

Be-on-the-road Be-on-the-road Be-on-the-road Be-on-the-road Be-on-the-road Be-on-the-road Sygic Be-on-the-road Be-on-the-road Sygic Sygic Be-on-the-road Sygic Be-on-the-road Uchwyt Sygic Sygic

Komentarze

Anonimowy
2015.08.06 15:22
na Androida polecam również nawigację HERE - program znany z telefonów Nokii.