http://facebook.com/CampRestCom

CZECHY 2010 cz. 1/2

No to rozpoczynam pierwszą w swoim życiu wyprawę z przyczepą kempingową. Nie dość, że trasa dość długa, bo ok. 2400km, to jeszcze temat iście ze średniowiecza. Ogólnie można ten wyjazd określić nie tyle „zamkowy”, co z serii "wszędzie widzę zamki" (po takim tygodniu zaglądasz do lodówki, bierzesz konserwę, otwierasz i co? widzisz zamek :) nie wspominając już o fakcie, że konserw mamy dość...).

 

Przygotowania trwały dość krótko, ale nic raczej nie zabrakło na wyprawie. Przede wszystkim określony program wyprawy w oparciu o różne przewodniki, wyszukiwarki... Chodziło nam o trasę taką, by zobaczyć jak najwięcej zamków w Czechach. Dosłownie był to objazd wkoło Czech. Nie wszędzie dało się wjechać, ale też pojawiły się punkty, których w ogóle nie braliśmy pod uwagę.
 
Samochód zatankowany, jedzenie w lodówce i wszędzie, gdzie się dało pomieścić, ubezpieczenie zdrowotne zrobione, nawigacja zaprogramowana, więc w drogę...
 
 
Dzień 1
 
Wyjazd z Kielc o godz. 4.30. Musieliśmy wstać wcześnie, aby jeszcze po drodze zrobić na Śląsku przegląd gazowy przyczepy – a nóż będzie potrzebny na campingach europejskich (czyt. czeskich) – nie był. Chcieliśmy także zwiedzić kilka zamków w Polsce - tak, tak, miało być "kilka", ograniczyło się do dwóch:  Zamek w Będzinie – tyle razy przejeżdżałem obok tego zamku, ale dopiero „zamkowy” temat wyprawy sprawił, że zjechałem z trasy, aby przyjrzeć się tej budowli. 


Zamek w Pszczynie. Tu pierwszy problem z oznaczeniami w Polsce – jest zjazd z trasy na Zamek w Pszczynie i… tyle informacji kierowcy ma wystarczyć. Skierowaliśmy się do centrum i w ten sposób wjechaliśmy na... rynek. Nagle przed nami ładnie ustawione kwietniki przed Urzędem Miasta. Dla mnie ustawienie kwietników na środku drogi oznacza strefę pieszą, w związku z tym jedynym rozwiązaniem był skręt w prawo. Auto z przyczepą ledwie mieściło się między lusterkami aut zaparkowanych po lewej stronie jednokierunkowej uliczki, a murem kamienicy z prawej strony. Nagle przed nami kościół i trzeba skręcić 90 stopni w prawo. Udało się bez odczepiania przyczepy. Potem na wprost zakaz, na lewo zakaz, więc trzeba na prawo na... rynek. Tam naprawdę mało brakowało, a nie wyjechalibyśmy z wąskich uliczek Starego Miasta. Zdenerwowani manewrami dosłownie na centymetry wyjechaliśmy stamtąd i... przypadkiem natknęliśmy się na parking przy zamku. Stamtąd udaliśmy się w stronę zamku wchodząc na... rynek. A tu... samochody jadące z przeciwka ładnie zygzakiem omijały kwietniki, by zaraz znaleźć się na ulicy z parkingiem zamkowym.  To była pierwsza przygoda z przyczepką.

 

Po przekroczeniu granicy następnym punktem programu był Zamek Hukvaldy. I od razu miłe przywitanie na parkingu: pani skasowała nas jako osobówkę (a przecież długością przekraczaliśmy dwa samochody) i poszliśmy na "krótki" spacerek (czyt. kilka kilometrów pod górkę). Podejście strome, ale widok z góry fantastyczny:


Tego dnia przejechaliśmy jeszcze obok Zamku Stramberk, ale mieliśmy już serdecznie dość chodzenia, siedzenia i chyba wszystkiego innego. W końcu aby wyjechać o 4:30 trzeba jeszcze wcześniej wstać...  Zamek więc obejrzeliśmy z okien samochodu. Udaliśmy się na camping. Jak się okazało wieczór spędziliśmy na oganianiu się od komarów, choć już po zmroku dały nam spokój. Podłączenie przyczepy, kąpiel, kolacja i sen przed kolejnym etapem podróży. Rano się okazało, że obok nas grupa motocyklistów rozbiła obóz i wcześniej od nas ruszyła w dalszą drogę. Ogólnie camping cena/jakość=OK.


Nasz pierwszy nocleg to  Camping Strażnice:
www.camp-straznice.cz
GPS: N48° 54' 32 E17° 18' 41

Dzień 2

 

Z Campingu Strażnice ruszyliśmy, by podziwiać południową część kraju naszych sąsiadów.
 
Zamek Milotice bardzo nam się spodobał, gdyż znajdował się tuż przy drodze (z jednej jej strony bezpłatny parking, z drugiej zamek). Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy – pięknie odnowiona budowla, do której wchodzi się mostkiem z umieszczonymi po obu stronach pomnikami przedstawiającymi chyba zapaśników. Na dziedzińcu wewnętrznym kawiarenka, a z drugiej strony zamku piękny, zadbany ogród. Większość zwiedzanych przez nas zamków i pałaców można oglądać z zewnątrz za darmo. Wejście do komnat jest płatne. W czasie podróży doszliśmy do wniosku, że Czesi bardzo dbają o takie obiekty i na pewno w ten sposób potrafią do swojego kraju przyciągnąć turystów.

 

Czechy zaskakują mnogością zamków, o czym wiedzieliśmy wcześniej przygotowując plan trasy. Nie oznaczało to jednak faktu, iż co jakiś czas na drodze natykaliśmy się na kolejne, zupełnie nieplanowane budowle. Zamek Buchlov – zobaczony przypadkiem:


...a ponieważ był zjazd z trasy, to praktycznie bez żadnego zastanowienia skręciliśmy. Podjazd drogą szeroką na 3m, krętą o wzniesieniu ok.8% przez las nie był taki straszny, choć nie wiem czy ktokolwiek poza nami zdecydowałby się na podjazd pod taką górę. Jak się okazało nasze obawy okazały się słuszne. Tuż przy zamku znajdował się parking i restauracja. Nasze auto wraz z przyczepą wzbudziło zainteresowanie, gdyż chyba rzadko na takiej wysokości widuje się samochód z przyczepą. W każdym razie byliśmy jedynym takim zestawem na parkingu. Tu niestety pan policzył nas jak za dwie osobówki. Wjazd, jak się okazało nie był taki straszny, ale zjazd... Daliśmy jednak radę.


Zamek Bucovice - kolejny nieplanowany punkt wycieczki. Zobaczyliśmy go całkowicie przypadkiem w miasteczku przez które przejeżdżaliśmy. Co ciekawe: front ładnie odnowiony, piękny dziedziniec i ogród, a boczne ściany zamku… spójrzcie sami. A może to było celowe? Tego nie wiemy.



Zamek Jaromerice zachwycił nas przede wszystkim cudownym ogrodem – chyba najpiękniejszy ze wszystkich zwiedzanych przez nas obiektów. To był wspaniały deser wraz z toceną zmarzliną (lodami) w popołudniowych godzinach. Na dziedziniec zamkowy i do ogrodu weszliśmy tuż przed zamknięciem. Perfekcyjnie obcięte krzewy i drzewa, kamienne ławeczki, równiutkie trawniki, wysprzątane alejki... Brakowało tylko księcia lub królewny z bajki wpatrujących się w siebie zakochanymi oczyma... Gdyby nie kawiarnia w ogrodzie i nowoczesne parasole z reklamami to byśmy pomyśleli, że tu czas się zatrzymał.



Na zakończenie dnia Zamek Jindrichuv Hradec.
Nocleg na Campingu Karvanky:
www.karvanky.cz
GPS: N49°15'5.58" E14°42'57.63"

Na tym campingu zostaliśmy dwie noce, komary tak nie dokuczały jak na poprzednim, mimo że camping nad wodą. Cena przyzwoita, choć dość drogie prysznice. Jednak ciepła woda była także w umywalni, w związku z czym Polak, który wozi ze sobą 20-litrowy kanister i ma wlew zewnętrzny do zbiornika w przyczepie, poradzi sobie z tą „niedogodnością”. Wifi -płatne i niby dostępne na campingu było tylko blisko recepcji/kawiarni.
 
 
Dzień 3
 
Przyczepę zostawiliśmy na campingu, by pozwiedzać trochę okolice. Zaczęliśmy od Zamku Hluboka nad Vitavou – przepiękne miasteczko i zamek jak z bajki - mogliśmy podziwiać go w dzień (a w drodze powrotnej w nocy). Ponieważ była to sobota, więc dużo turystów, a także par ślubnych, które robiły sobie sesje fotograficzne w tym miejscu. Co ciekawe zamek z zewnątrz można oglądać o każdej porze dnia i nocy, gdyż jest on także... hotelem. W związku z czym brama jest zawsze otwarta.

 

W czasie trwania tej wyprawy staraliśmy się unikać miast i miasteczek. Powód jest bardzo prosty: rzadko w której mieścinie można znaleźć na tyle duży parking, by zmieścić się z przyczepą. Tym razem jednak zahaczyliśmy o Ceskie Budejovice, gdzie zwiedziliśmy Stare Miasto, rynek i oczywiście zjedliśmy włoskie lody – w skwarze słońca miasto śpi, ale rynek budzi się do życia wieczorem, co oczywiście też sprawdziliśmy.

 

Z Ceskich Budejovic pojechaliśmy do klasztoru Zlata Koruna, wybudowanego na cyplu, który z trzech stron otacza rzeka Wełtawa, gdzie - oprócz oglądania starych murów - nabyliśmy trochę klasztornego wina, by go zasmakować przy wieczornej kolacji.


Cesky Krumlov to miasto nad wijącą się tu Wełtawą, które powstało wokół XIII-wiecznego zamku. Wspaniała budowla, rynek, tarasy widokowe, Wełtawa i wąskie uliczki nadają uroku temu średniowiecznemu miasteczku. Doskonale oddają to zdjęcia. Na zewnątrz Starego Miasta, przy trasie jest pięć dużych parkingów, na których można zostać godzinę lub np. dobę. Oczywiście płatne w automatach. Widzieliśmy tam kilka „nocujących” przyczep i kamperów. Z parkingu wchodzi się przez fosę, a następnie małym mosteczkiem do środka miasteczka. Tu ruch raczej pieszy, chyba że spotkamy taksówkę, policję lub mieszkańca jednaj z kamienic.

I jeszcze obiecana Hluboka nocą... Tutaj niestety byliśmy zawiedzeni. Będąc w tym miejscu rok wcześniej zamek był podświetlony w całości tak, by było go doskonale widać w całej okazałości. Tym razem jednak było zupełnie inaczej - cały bok nie był oświetlony. Czyżby zabrakło pieniędzy na dodatkowe oświetlenie?

Dzień 4 
 
Doczepiamy przyczepę i ruszamy dalej, kierując się na zachód południowych Czech. Zwiedzamy:
 
Pisek nad rzeką Otawą - miasto, w którym znajduje się najstarszy w Czechach kamienny most. Dość trudno na niego trafić. Drogowskazy prowadziły nas na pusty parking, na którym zawróciliśmy i pojechaliśmy w przeciwnym kierunku. Tak oto dojechaliśmy pod sam most. Parkowanie przy drodze było proste. Gorzej z nawróceniem, ale bez odpinania przyczepy oczywiście poradziliśmy sobie.



Zamek Strakonice - gotycki zamek założony pod koniec XII w. przez rodzinę Bavorów ze Strakonic. Niestety tam kompletnie nie wiedzieliśmy gdzie zaparkować, więc stanąłem przy drodze na światłach awaryjnych, a reszta ekipy poszła oglądać budowlę w szybkim tempie.


Zamek Zvikov - Królewski zamek, u zbiegu rzek Wełtawy i Otawy, założony w XIII w., przebudowany w renesansowym stylu. Od XVII w. używany do celów gospodarczych, już na początku XIX w. zrujnowany. Od roku 1840 stopniowo rekonstruowany z polecenia Schwarzenbergów. Dojazd do zamku piękny, przez las, a potem krótki spacer. Warto było trochę zjechać z trasy by zobaczyć tą budowlę, a także widok z zamku.


Popołudniu przyjechaliśmy do Pragi na Camping Busek – właściciel bardzo sympatyczny i życzliwy dla Polaków - zrobił duży rabat dla naszej ekipy, w związku z czym zostaliśmy tam trzy noce. Obok campingu odkryty basen, a sam camping bardzo kameralny. Można tu także wynająć pokoje.
 


www.campbusek.cz

Wieczorem mogliśmy podziwiać Pragę cudownie oświetloną tysiącami lamp.

Na rynku telebim – finał Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. A po meczu wielka euforia radości kibiców na ulicach stolicy Czech.

Komentarze