http://facebook.com/CampRestCom

POMYSŁ NA WEEKEND - CZECHY

BOUZOV - PRAHA 215 km

Długi listopadowy weekend…. No może nie aż taki długi, ale wystarczający by wpaść do Czech. Camperki spakowane – tym razem jedziemy ekipą w różnych konfiguracjach – w porywach od 1do 4 :). W piątkowe popołudnie udaje się przebić przez zatłoczone polskie drogi i już po dwóch godzinach powolnej jazdy możemy w końcu wyprostować kości na czeskich drogach – oczywiście w rozsądnym zakresie prędkości, bo wiadomo jak nas lubi ichniejsza policja. Autostrady omijamy szerokim łukiem i kulamy się po górach – szkoda, że po zmroku, ale przynajmniej na drogach totalne pustki – jak to w Czechach po zmroku bywa :) Po kilku godzinach jazdy podjeżdżamy na parking pod zamkiem Bouzov – nawigacja co prawda chciała przeprowadzić nasze auta schodami, ale byliśmy uparci i jednak wybraliśmy jezdnię. Pewnie dzięki temu spotkaliśmy się z czeskim camperem, który jak się okazało również zmierzał w to samo miejsce. Jako, że jest po sezonie parking świeci pustkami – nie narzekamy – będzie więcej miejsca dla nas. Z parkingu prowadzi ścieżka do zamku – jednak dziś już tam nie zajrzymy, schodzimy nią do wioski (trzeba będzie potem pod gorę wrócić – ciekawe czy znajdzie się chętny na podwózkę :) Wieczorem w wiosce pustki czynna jest jedynie restauracjo/knajpka w hotelu. Będzie kolacja. Rozsiadamy się wygodnie bierzemy menu – jakieś takie cienkie jest (specjalne na weekend). Spoglądamy dokładniej – a tam gęsina na dziesięć sposobów – i to wszystko co mają w menu – szkoda, z kolacji nici. Zadowalamy się jedynie napojami i z powrotem drepczemy pod górkę. Na parkingu okazuje się, że dojechał jeszcze jeden kolega…. Trochę mży…. Jutro będzie kolejny dzień…. Wyspani (po tym jak do snu kołysał nas deszcz, a rano witał bębnieniem o dach), pojedzeni udajemy się pomiędzy kroplami do zamku (http://www.hrad-bouzov.cz/ ).  Stukamy do jego bram…. Możecie przyjść na 11 bo teraz po sezonie to tylko czasem oprowadzamy – ok, zadowolimy się kawką/herbatką w knajpce. Jedenasta wybiła tym razem otwarte. Kupujemy bilety (posezonowo 120 koron) i wchodzimy na dziedziniec. Tam wita nas przewodniczka wprowadza do zamku, przekazuje co wolno a co nie:) i oddajemy się godzinnemu zwiedzaniu. A co widzieliśmy i mogliśmy przekazać ( w środku nie wolno robić zdjęć) pokażemy poniżej…. Po zwiedzaniu już w potrójnym pakiecie jedziemy do stolicy. Tym razem jazda górkami dostarcza więcej doznań niż wczoraj – wiemy dokąd jedziemy. Zdecydowaliśmy się omijać drogi płatne, a nasze nawigacje mają rozbieżne propozycje (jak to zazwyczaj bywa) udaje się nam pokluczyć też wąskimi wiejskimi dróżkami zanim wpadniemy na obwodnicę Pragi (przekreślona winieta) i po przejechaniu nastu kilometrów wjechać na wyspę gdzie znajduje się nasz camping (Caravan Camping Císařská Louka). Miejscówka fajna z ładnym widokiem na miasto. W linii prostej do Mostu Karola około 4km. Jednak by dostać się do miasta trzeba, albo przepłynąć na drugą stronę :) lub wsiąść w tramwaj 14 i po 20 minutach zawitać na Vaclavskie Namesti. Najwygodniej kupić 24 godzinny bilet (110 koron) na wszystkie środki transportu po Pradze i można dowolnie szaleć po mieście…. co wkrótce sprawdzimy

PRAGA

Od razu z marszu postanawiamy ruszyć na podbój miasta. Do przystanku tramwajowego to spacerek około 10 minutowy, bilety mamy – kupione na campingu. Po pół godzinie jazdy jesteśmy już w centrum tak więc spacerek po mieście, jakaś kolacja, most Karola… Praga oczywiście żyje także nocą, wszędzie tłumy, ale mimo wszystko tworzy to atmosferę tego miasta. Tak nas zaczarowało, że zeszło nam do północy. Pora wracać, przecież Praga najpiękniejsza jest za dnia :) 

Po nocy spędzonej na campingu w towarzystwie kilkunastu camperów różnej maści i narodowości czas na Pragę za dnia. Pogoda co prawda nie rozpieszcza widocznością i słońcem, ale przecież my się nie damy. Trasę już znamy, więc spacerek do tramwaju (bilety mamy 24h), ale tym razem po przesiadkach lądujemy gdzieś u stóp wzgórza Petrin. Chwila spaceru i stoimy w kolejce do kolejki, która ma nas wywieźć na jego szczyt (obowiązują te same bilety). Na górze zwiedzanie parku, wieży oraz labiryntu z lustrami – wszędzie kolejki :) Dalej spacerkiem na Hradczany. Liście lekko przymrożone więc uważać trzeba, oj trzeba. Praga jawi nam się sennie otulona mgłami.  Na Hradczanach wyjątkowo pustki (latem ciężko było nam się przez nie przecisnąć), a teraz możemy sobie spokojnie pospacerować, zdjęcia porobić, bez zgiełku i hałasu – choć panowie jak zawsze czujni :) Majestatyczna katedra – kolejka choć długa idzie sprawnie. Zajrzeć znów na Złotą Uliczkę – rzut oka na cennik – podarujemy sobie…. Zejdziemy spacerkiem podziwiając panoramę miasta (w dole ogrody, lecz to nie ta pora roku) Do centrum trochę drogi jest – miało być metro, ale dziś nieczynne – więc dla odmiany autobus. Na rozgrzewkę przyda się szybszy marszobieg – w końcu jesteśmy umówieni na pewną godzinę…. Mija jedna druga, a my zmarznięci nadal czekamy na rynku…. Przynajmniej sobie zegar znów pooglądamy…. Obejrzymy bańki mydlane i inne cuda – tylko to ziuziu.... W końcu są, są :) Biegiem na wieżę…. I panoramka z góry A potem już tylko do ciepłego camperka :)

Już wracamy z Pragi. Mam nadzieję, ze następnym razem zafunduje nam lepszą pogodę :) Z miasta udaje nam się wyjechać już po zmroku. Tym razem kierujemy się bardziej na północny zachód. Chcemy jeszcze zahaczyć o pewno miejsce. Jednak poszukiwanie noclegu ciągle pełznie na niczym. Jedziemy i jedziemy a nic sensownego nie ma. Dojeżdżamy już prawie do polskiej granicy – stąd będzie już tylko rzut beretem rano :) Gdzie spaliśmy nie mogę zdradzić, bo to top secret i ściśle tajne. Myśleliśmy, że to parking pod hotelem, a okazało się, że pobudkę mieliśmy punkt 6, delikatnym pukaniem do drzwi… Jako, że pora zbyt wczesna na pobudkę – pierwszy parking pod sklepem był nasz :) Jeszcze tylko rohliki i udajemy się w kierunku granicy – potrójnej granicy. Parkujemy przy budynku granicznym i ścieżką (5-10 min spacerkiem) wśród drzew docieramy do Trójstyku. (to już nasz trzeci – został jeszcze Kremenaros – już prawie na nim byliśmy, a przynajmniej widzieliśmy go, bo te na rzece się nie liczą :) Do Czech i Polski łatwo się dostać mostkiem – nawet przeskoczyć się da. Wszędzie są ścieżki, kilka tablic informacyjnych i choć dziś 11 listopada nowe oblicze Trójstyku wygląda tak….

 

 

 

 

 

None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None

Komentarze