http://facebook.com/CampRestCom

Rumunia 2011 - cz.1 - w górach

Nadszedł czas wyjazdu na wyprawę do Rumunii. Z 5-6 załóg, które się deklarowały zostałem niestety sam i kolega osobówką... No cóż, życie płata różne figle. W wyprawie biorą więc udział dwie załogi, czyli 8 osób. Mój urlop też stał pod znakiem zapytania, ale się udało. Patronat medialny nad wyprawą objął "Polski Caravaning".
 

Dzień 1

Przyczepa przygotowana do drogi, jedzonko spakowane (dlatego też przyczepa jeszcze podpięta pod 230V), jeszcze załoga i rzeczy osobiste. W górach możemy spotkać śnieg, a nad morzem upały.
Wyjazd dziś 22.00.

 


Nastąpiła mała zmiana planu, jutro chcemy dotrzeć na pierwszy kemping w Rumunii, nie zatrzymując się na razie na Węgrzech. Termy zostawiamy na zakończenie wyprawy.

Dzień 2

Po 2 godzinach snu przed granicą słowacką w Barwinku ruszyliśmy w dalszą drogę. W Słowacji zakupiliśmy winietki (7-dniowa na auto=7euro, 7-dniowa na przyczepę=7euro, miesięczna odpowiednio po 14 euro). W Słowacji (okolice Svidnika) zatrzymaliśmy przy pomniku nazywanym "kopulujące czołgi".

 

 


Dość szybko przejechaliśmy ten kraj i wjechaliśmy do następnego. Węgierska winietka 4dniowa=7,5euro na zestaw auto+przyczepa (do 3,5t). Węgry też dość szybko zostały za nami, szczególnie, że drogi tu rewelacyjne. No i stanęliśmy na granicy rumuńskiej. Tu jak za dawnych czasów: kontrola dokumentów, pytanie o to czy wieziemy jakieś osoby w przyczepie, coś o bagażniku, ale miły pan zobaczył tylko dokumenty i kazał jechać dalej... Aaa... wcześniej pytanie: Do Bułgarii? A my: Nie, do Rumunii... Karpaty, Wasze morze, Dracula. Z uśmiechem wjechaliśmy do Rumunii. Na granicy zakup winietki-miesięczna na samochód=10euro, na samochód z przyczepą 20euro. Można też kupić 7-dniowe za połowę tej ceny. Paliwo najdroższe na Węgrzech =ok.6zł/ON, w Rumunii =ok.5,30zł. Na pierwszym postoju w jakiejś, wydawało się wymarłej, wiosce zaatakowała nas gromadka cygańskich dzieci prosząc o czekoladki, bombonierkę itd. Byliśmy na to przygotowani i dzieci dostały paczkę cukierków. Niestety, dalej nie pozwalały nam w spokoju wypić kawy, a potem jeszcze przyszła ich matka prosząc o papierosy...


Szybka kawa i w drogę. Po kilkudziesięciu kilometrach już podziwialiśmy panoramę Karpat, która w połączeniu z kolorowymi polami tworzyła piękny widok.

 

 

Do celu ok.80km, a przed nami burza. Jednak powiedziałem załodze, że na kempingu będzie ładnie i zrobimy grilla. Kemping w Aurel Vlaicu duży, czysty, ogrodzony, dobrze wyposażony (sanitariaty, zlewnia, miejsce do biesiadowania i... basen). Zostajemy tu 3 noce (dwa dni). Grill oczywiście się udał, tym bardziej, że mieliśmy jubilatkę i solenizanta. Po imprezie upragniony sen bez ograniczeń godziny wstawania. Przejechane 900km. Średnie spalanie 9,2l/100km (box i spakowana przyczepa robi swoje).

Dzień 3

Wstaliśmy późno, czyli zgodnie z planem. Dodatkowo wyjazd opóźnił się, gdyż pisałem relację z poprzedniego dnia.  Dziś wycieczka - zamek Hunedoara. Z kempingu mamy 50km, które pokonujemy dobrą drogą. Poniżej zamku mały parking bezpłatny, przy zamku płatny. Wstęp do zamku: osoba dorosła 10 lei, zniżkowe 5 lei, fotografowanie 5 lei. A oto zamek:

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnie w centrum obejrzeliśmy cerkiew i w pobliskiej kafejce wypiliśmy dobrą kawę za dwa leje (naprawdę wyśmienita). Przelicznik jest mniej więcej 1:1. Po drodze zobaczyliśmy z daleka błyszczące dachy pałaców Romów. Co ciekawe, Romowie mieszkają albo w ubogich domkach zrobionych z "byle czego", albo w pełnych kiczowatego przepychu pałacach. Taki pałac robi wrażenie z daleka, ale z bliska już nie.

 

W Strai zatrzymaliśmy się przy zamkniętej cerkwii...

przed Orastie dziwny pomnik...

 

i w samym mieście kilka ciekawych miejsc:

 

 

 

W kawiarni zjedliśmy deser lodowy (6 lei) i wróciliśmy na kemping.
Trasa 100 km.
 
Kemping Aurel Vlaicu:
 

 


Dzień 4

Dziś pobudka o godz. 6.00 rano naszego czasu (tu jest wtedy godz. 7.00), aby o siódmej wyjechać na Transalpinę - DN67C. Dojechaliśmy do miejscowości Sebes i skręciliśmy w prawo na słynną, pełną serpentyn drogę. Można było dość często zobaczyć taki oto pojazd...
Deszcz sprawił, że powstały małe i większe "wodospady".
 GPS wskazywał stopniowe wspinanie się do góry. Niestety im wyżej wjeżdżaliśmy, tym bardziej padało. Nagle przed nami ukazał się "plac budowy" - brak asfaltu, ogromne kałuże, zwały błota, koparka ładująca kamień na wywrotkę stojącą w poprzek...


 A jesteśmy dopiero na wysokości ok.1100 mnpm. Jadąc pierwszy zaryzykowałem przejazd i przez CB zachęciłem kolegę, by pojechał za mną. Przebrnęliśmy przez ten plac boju, jednak długo nie nacieszyliśmy się asfaltem...



Ulewny deszcz, dziury z kałużami, sterty błota zmusiły nas do zawrócenia. Górę wziął zdrowy rozsądek. Terenówką pojechałbym dalej, ale Superb i C5... Wątpliwe, czy przejechalibyśmy. A szkoda... Zawróciliśmy na wysokości ok. 1600 mnpm.

Ogólnie droga jest remontowana i tam, gdzie nawet GPS podpowiadał, że żadnej drogi nie ma - był piękny asfalt...
Może za kilka lat będzie się dało przejechać. Wróciliśmy do Sebes, ale nic ciekawego nie było. Podjęliśmy decyzję powrotu na kemping, by zjeść obiad i nacieszyć się kąpielą w basenie.
Cena za kemping: 4 osoby dorosłe + auto + przyczepa + prąd (basen, ciepła woda, wifi w cenie)
= 23 euro za dobę. Jutro rano wyjazd do Carty...

Dzień 5

Dojechaliśmy do naszego kempingu w miejscowości Cirta (Carta). Bardzo fajne warunki oddadzą zdjęcia...



 
 

Po podłączeniu przyczepy i małym obiadku - wycieczka. najpierw zwiedzamy Cirtę... Ruiny jakiejś budowli - to stary kościół Cystersów, we wsi cerkiew, a w niej jesteśmy świadkami prawosławnego chrztu.

 

Z Cirty pojechaliśmy do Sibiu, aby zobaczyć to przepiękne miasteczko... Taaa... miasteczko! To chyba największe jak do tej pory miasto na naszej trasie. Wcześniej zakupiliśmy parę rzeczy w hipermarkecie. Ogólnie ceny podobne do naszych - drogie wyroby nabiałowe,  chleb 2,5-5 lei, tanie piwo i wino, kiełbasa na grilla najtańsza ok. 9 lei... 
Po zakupach zwiedzaliśmy stare miasto, piękną Cerkiew, Katedrę, Rynek... Zaglądaliśmy obiektywem w bramy kamienic. W drodze powrotnej pojechaliśmy do kilku małych miasteczek, tak, by nie wracać tą samą drogą.




 

 
Dzień 6

Dziś niedziela, a więc śpimy do oporu. Tym razem poranek powitał nas pięknym słońcem. W planach trasa transfogaraska (a ja do tej pory myślałem, że transfogarska) - ale i tak wiemy o co chodzi. Smaczne lekkie śniadanie z miejscowym chlebkiem, poranna kawa, pakowanie prowiantu i w drogę. Kilka kilometrów od kempingu skręt w lewo i już jesteśmy na drodze DN7C.
Po kilkunastu kilometrach wysokościomierz wznosi się coraz wyżej, by pokazać na szczycie wysokość 2036 mnpm.Po drodze piękne widoki, serpentyny, a w końcu widzimy co nas czeka - wspinaczka na  z zakrętami 180 stopni. Wydawało mi się, że najniebezpieczniejsza droga to Droga Trolli w Norwegii, ale ta trasa jest dłuższa, bardziej kręta i piękniejsza. Chyba dziś zakochałem się... w Rumunii. Karpaty są piękne...
Powrót na kemping i odpoczynek. Jutro przed nami długi odcinek, by dojechać do Mamaia nad morzem.







 

Komentarze