http://facebook.com/CampRestCom

Starym "Gruchotem" na północny kraniec Europy.

Zastanawialiście się kiedyś czy warto zabrać Ukochaną Osobę, swoją najlepszą na świecie, ukochaną Psinę i pojechać swoim "ukochanym Gruchotem" na przysłowiowy koniec świata? Założę się, że na pewno tak! Odpowiedź, akurat na to pytanie, jest banalnie prosta. Kolejne pytanie - jak to zrobić? Odpowiedź też jest prosta - zabrać się do działania. Jaki wybrać cel podróży? Znowu łatwo odpowiedzieć - ulubiony!

Tak było w naszym przypadku. Decyzję o wyjeździe na Nordkapp podjęliśmy w styczniu 2013 roku. Data wyjazdu - sierpień. Szybka kalkulacja - ile mamy czasu na przygotowanie auta, ile spraw trzeba załatwić, żeby pojechać w komplecie. Trzeba działać.

1. Przygotowanie psa:

Paszport, czip, szczepienia, podanie leków na odrobaczenie. Wszystko musi być w odpowiednim czasie. Służby to sprawdzają. Każdy weterynarz pomoże Wam to przygotować. Nie jest to ani drogie, ani skomplikowane. Następnie trzeba opracować sobie system transportu Zwierzaka. W naszym przypadku wyglądało to tak: Nera miała dla siebie praktycznie całą tylnę kanapę wyłożoną specjalną matą. Nasz Fiat nie miał pasów z tyłu, więc jeden punkt mocowania trzeba było dorobić, żeby Psina mogła jechać w specjalnych szelkach wpięta w "pasy". Nigdy nie wiadomo co się może stać. Nawet ostre hamowanie może się skończyć wizytą na desce rozdzielczej. Po co to komu? Dodatkowo miska z wodą, miska z jedzeniem i obowiązkowe postoje na spacer co 2,5 do 3 godzin. 

954800_491872300906622_168567719_n.jpg

2. Przygotowanie auta:

W przypadku takiego auta naprawdę warto mieć choć trochę pojęcia o mechanice. Można w ten sposób oszczędzić sporo pieniędzy przygotowując auto do wyprawy, a także w razie "W" na trasie można sobie pomóc. 
Przegląd wszystkich układów to musik. Podstawowe części zapasowe - wiadomo. Naprawdę warto mieć też rozsądne ubezpieczenie assistance.
Warto się też dobrze spakować. Napotrzebniejsze rzeczy na wierzch, najcięższe na dół. My popełniliśmy błąd z zabezpieczeniem ładunku na dachu. Nie zabezpieczyliśmy go odpowiedznio przed wilgocią. Przez całą drogę mieliśmy z tym problem, ale za to teraz mamy nauczkę.544833_490230201070832_1691480862_n.jpg

3. Przygotowanie trasy:

Punkt docelowy wybrany. Trzeba jeszcze ustalić co chce się po drodze zobaczyć. Nam to zajęło naprawdę sporo czasu. Musieliśmy uwzględnić sporo spraw, między innymi stacje tankowania LPG. Udało nam się bardzo dobrze. Na benzynie jechaliśmy praktycznie tylko przez Finlandię (nie ma tam stacji LPG) oraz część Danii, gdzie gaz był droższy od benzyny.

4. Przygotowanie jedzenia:

Warto, szczególnie do Skandynawii, zabrać ze sobą sporo zapasów z domu. Można w ten sposób oszczędzić naprawdę dużo pieniędzy. Dobrze zawekowane słoiki na pewno dadzą radę. Zabraliśmy ze sobą prostą kuchenkę gazową kupioną na znanym serwisie aukcyjnym za niewielkie pieniądze opalaną gazem z kartuszy wielkości farby w spreju. Uratowała nam tyłek nie raz; suszyliśmy nią nawet namiot.

5. Noclegowe tematy:

Wzięliśmy ze sobą szybkorozkładalny namiot Keczua (Keczła, keszuła czy jakoś tak). Ważna rada przed wyjazdem. Poćwiczcie rozkładanie, a przede wszystkim SKŁADANIE namiotu tego typu. Może to generować troszkę nerwów, gwarantujemy to Wam. 
Spaliśmy na kempingach, trochę na dziko i udało nam się też dostać darmowy nocleg w domkach kempingowych w Bode. Pozdrawiamy gorąco Człowieka, który nam pomógł. Niestety Jego imię nam uciekło.
Pamiętajcie, że w Skandynawii można zasadniczo spać "gdzie popadnie".

1230004_501976653229520_634484913_n.jpg

No to jeszcze przydałoby się kilka słów o samym wyjeździe.

Wyruszyliśmy z Torunia do Katowic, skąd startował charytatywny rajd Złombol (www.zlombol.pl), dzień przed oficjalnym rozpoczęciem Wyprawy. Przenocowaliśmy w bardzo fajnym miejscu - w akadamikach katowickiego AWF'u - tanio, schludnie i miło.
Na właściwą trasę wyruszyliśmy rano. Metą pierwszego dnia były Suwałki. Bez patrzenia na mapę wiadomo, że przejechaliśmy w poprzek praktycznie całą Polskę. Jak na jeden dzień całkiem spoko.
Noclegowaliśmy na suwalskim kempingu Mosiru. Jest rewelacyjny. Czysty, bardzo dobrze wyposażony.  
Kolejnym punktem trasy było Kowno, potem Ryga, Tallin i Helsinki. Piękne krajobrazy, cudowne zabytki. Niestety wszystko było zwiedzane przez nas w biegu. W związku z udziałem w Złombolu na porządne zwiedzanie było naprawdę mało czasu.
Przez, miejscami fatalną pogodę, musieliśmy zaciskać zęby i cisnąć Fiaciorem ile sił, często jechać na kolejne punkty nawet przez całą noc. Gdy brakowało nam mocy, po prostu zatzymywaliśmy się na drzemkę i dalej w drogę. 
Przez ten wysiłek prawie przegapiliśmy prom. Dojechaliśmy do kolejki, zrobiliśmy automatyczną odprawę i czekając po prostu zasnęliśmy. Radyjko sobie grało i w ten prosty sposób rozładowaliśmy akumulator. Obudziła nas zaprzyjaźniona Ekipa. Pomogli nam odpalić Fiata na pych i jakoś udało nam się doczłapać na prom. Później mogliśmy się zreważnować pomagając Im przy wymianie koła (w ferworze przygotowań zapomnieli zabrać podnośnik =)).
Nawijaliśmy kilometry jak zaklęci. Z każdym kolejnym kilometrem krajobrazy za oknem coraz bardziej zapierały nam dech w piersiach.
W okolicach Rovaniemi przekroczyliśmy koło polarne. Przy okazji odwiedziliśmy Świętego MIkołaja i przekazaliśmy listy od Dzieciaków z Torunia. 

1256480_500960939997758_1383106727_n.jpg

Dojeżdżając na kemping w Sodankyla byliśmy dosyć zdziwieni. Na zegarku prawie godzina 23, a tu wciąż widno. Dla nieprzyzwyczajonych do takich "zagrywek" niezłą zmyłka.

Z Sodankyla "zaatakowaliśmy" Nordkapp. Pełni emocji gnaliśmy naszym wozem naprzód. Kolejne setli kilometów, "pot i zgrzytanie zębami". Tego nie da się opisać słowami. To po prostu trzeba przeżyć.

1236743_501460326614486_2016514451_n.jpg

 Na ostatni kemping, na którym wyjątkowo mieliśmy zarezerwowany domek (zaprzyjaźniona Ekipa wpadła na ten świetny pomysł w ostatniej chwili) dotarliśmy dosyć późno. Tak przynajmniej pokazywał nasz zegarek. Emocje były jednak tak olbrzymie, że do rana świętowaliśmy.

Następnego dnia, 15 sierpnia 2013 roku wyruszyliśmy na osatni odcinek drogi - na sam cypel. Wszycy nie mogliśmy się doczekać, łącznie z Nerą. Uzbrojeni w aparaty i kamerę dotarliśmy pod znany Wszystkim Podróżnikom Globus. Radości nie było końca. 

1268589_501526276607891_1541557890_o.jpg

Została nam droga powrotna! Kolejna przygoda! Zdjęcia możecie zobaczyć w tej relacji. Co się wydarzyło po drodze do domu opiszemy Wam w kolejnej relacji. Do tej pory przejechaliśmy około 3.500 kilometrów; bez absolutnie żadnej awarii, bez żadnego mandatu. Nieźle. Teraz zaczęło się krążenie po Norwegii, to co Pierniki lubią najbardziej. Ale o tym poczytacie w następnej relacji.
Zapraszamy do obejrzenia filmów z trasy na Nordkapp - znajdziecie je na naszym profilu.
Miłego oglądania! 

None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None None

Komentarze