http://facebook.com/CampRestCom
Bamart Travel Team

Wyprawa nad Balaton 2013

To było w 2013 roku, padło właśnie na Balaton ... choć właściwie nie tak od razu, najpierw w planach były Mazury, później polskie wybrzeże (objazdowo), następnie Chorwacja z przerwą w podróży na Balaton właśnie. Ostatecznie z przyczyn nie zależnych Balaton został docelowo ... ale było warto, sprawdziłem, zaliczyłem i nie żałuję. Ale od początku zaczęło się tak: 

None

Plan dojazdu wybrałem sobie ambitny, zamiast pojechać autostradą, wybrałem drogi ... powiedzmy drugiej kategorii. 

 

Kielce-Kraków-Chyżne i dotąd wszystko było pod kontrolą. Droga spoko, bez tłoku, przez Kraków przejechałem bez specjalnych kłopotów, spalanie piękne bo do Chyżnego wskazówka paliwa nawet nie drgnęła :) Tymczasem kłopoty zaczęły się zaraz po przekroczeniu granicy ze Słowacją. Rozhulała się ogromna burza, lało tak strasznie że miejscami wycieraczki nie wyrabiały, za nic nie było widać drogi, a jedynie błyski piorunów co rusz oświetlały mi piękne krajobrazy Parku Narodowego Słowacji przez jaki jechałem. Dodając do tego brak namalowanych na drodze linii, słabe oznakowanie dróg i co wyda się paradoksalne: znikomy ruch na drodze (przez jakiś czas jechałem za ciężarówką, której kierowca znał drogę, co obu nam ułatwiało sprawę) - ogólnie nawet ja miałem lekkiego pietra. Ambitnie jednak brnąłem dalej przez góry gdzie podjazdy i zjazdy miały po 12% nachylenia. Ogólnie trasa miodzi ale pewnie w dzień i przy normalnej pogodzie. Finalnie dałem radę i po jakimś czasie(a dokładnie od Bańskiej Bystricy) byłem już na drodze ekspresowej - tu odpocząłem jadąc po płaskim :roll: . To jednak był tylko fragment przyjemnej szosy i szybko wróciłem na na drogi powiedzmy drugiej i trzeciej kategorii. Sam tak chciałem :)
Nie wgłębiając się dalej w szczegóły - powiem tylko tyle, jechałem przez takie wsie gdzie nie świeciły latarnie uliczne, a po drodze biegały jeże, samochodu nie mijałem całymi dziesiątkami kilometrów ... ale za to jechało się płynnie. 
Ok. 6.00 byłem już prawie w Siofok. Rodzinka akurat wstała po całej nocy. i wtedy oczom naszym ukazał się widok jeziora: pięknie, duże, bardzo duże takie innne ... fajne, rodzinie też się podobało więc z optymizmem przystąpiliśmy do szukania kempingu. Wytyczne były raczej proste: kemping musi być z atrakcjami dla dzieci, schludny i czysty. 
Szukanie kempingu zacząłem właśnie od Siofok - pierwszy był kemping Aranypart Kemping ładnie, spokojnie, trochę jak na polach namiotowych które pamiętam z lat młodzieńczych, jak to zwykłem mawiać lekki PRL no i prawie żadnych atrakcji dla dzieci. Pojechałem więc dalej na południe, wzdłuż linii brzegowej znajdując po drodze Autós Kemping. Oglądałem go przed wyjazdem w internecie, nie wyglądał źle, więc byłem pewny że tu właśnie zostaniemy. Wszystko byłoby spoko, tyle że: na wąskiej trawiastej plaży z zejściem do wody po schodkach (a więc dla dzieci słabe) ustawiono kosze na śmieci ( z których się wysypywało) zaraz przy placyku zabaw dla dzieci. Do śmieci zlatywały się osy ... no nie jestem aż taki wybredny ale ... sanitariaty też pozostawiały sporo do życzenia. Pojechałem więc dalej na południe. Lido Kemping tu podobnie jak w Siofok, ładnie, fajnie ale dla dzieci ... nic, plaża nadal z zejściem do wody po schodach. Sprawdziłem jeszcze Vadvirág Kemping i podobnie jak wyżej. 
Wróciłem więc do Szantód i stąd promem na drugą stronę Balatonu (koszt 50 PLN za busa i 3 osoby). 

A po drugiej stronie ... inny świat, zanim dojechałem do pierwszego kempingu, po drodze mijałem zorganizowane plaże (bez kempingów) gdzie były leżaki, parasole, boiska, place zabaw, bary ... słowem coś dla każdego. Pierwszy napotkany kemping to Füred Kemping 
Na pierwszy rzut oka porządny kemping, fajna, rozbudowana recepcja (z pracownikami znającymi angielski - co takie oczywiste dla węgrów nie jest) - polecono nam przejść się po kempingu i wybrać sobie kwaterę. Poszliśmy więc najpierw nad jezioro a tu: kawałek piaszczystej plaży dla dzieci, łagodne wejście do wody, część trawiasta plaży z drzewami dającymi zbawienny cień. Dalej sklepy, wypożyczalnie, rowerów, czterokołowców, bary, dyskoteki, restauracje, basen (duży i mały) ... mnie się spodobało. Zostaliśmy... 
=> pobyt 8 dni 
=> przez wszystkie te dni ( oprócz dnia powrotu) temperatura po 40 stopni w cieniu 
=> dobrze że miałem wentylator (taki domowy) bo nie można byłoby usnąć w samochodzie (noce po 25 stopni) 
=> dla syna zabawa super, jezioro, basen, rowerki ... 
=> nie potrzebnie brałem tyle jedzenia z Polski, nie wiem co ja myślałem ... może zmyliła mnie wcześniejsza wyprawa do Norwegii. Regionalne jedzenie w restauracjach smaczne, i w miarę w przystępnych cenach. 
=> po dwóch dniach najpierw syna a później mnie dopadła szybka wersja grypy żołądkowej (wymioty, i duża temp.) jak się później okazało chorowało sporo osób z kempingu. Do teraz nie wiem co to było, podejrzewam wodę pitną, jakaś była nie taka. 

Powrót zaplanowałem już autostradami. Na szczęście nie miałem przygód z Multikiem (jedynie coś bzyczy przy skręcie kół w prawo, podejrzewam pompę wspomagania albo maglownicę). 
Średnie spalanie jakie mi wyszło to 6,7 l/100km - więc jak dla mnie był to wynik dużo lepszy niż oczekiwałem. 
Reasumując, zależy kto czego oczekuje ... ale odwiedzić warto

Spakowani i gotowi do drogi ruszamy - przed nami cała noc jazdy trasa podróży na promie kąpielisko a campingu w trasie poranny widoczek na Balaton Balaton, kąpielisko w szczycie dnia, kąpielisko popołódniowy five o'clock nasz obóz poranna temperatura widok z promu powrót do domku

Komentarze

BAMart Travel Team
2016.04.19 21:31
Witamy, szczerze a weekend majowy jeszcze planów nie mamy, a na Boże ciało jedziemy na zlot VW t4. A do Czechów to gdzie konkretnie jedziecie?
vwt3silesia
2016.03.09 17:19
Pozdrawiamy podróżników. Zapraszamy na Śląsk - najbliższa okazja w weekend bożego ciała w Bielsku-Białej. Wcześniej, bo na weekend majowy jedziemy do Czechów. Może dołączycie?
Więcej